Rzymskie wrażenia…

PIOTR:

W trakcie krótkiego i intensywnego w zwiedzanie wyjazdu do Rzymu postanowiliśmy zobaczyć oryginał obrazu, który znajduje się w naszej parafii. Pomiędzy zatłoczonym metrem, obleganym placem Św Piotra i wielogodzinną kolejką do Muzeów Watykańskich znaleźliśmy chwilę na znalezienie obrazu Matki Przedziwnej. Okazało się, iż sprawa do łatwych nie należała, gdyż na mapie Google kaplica Mater Admirabilis znajduje się po lewej stronie kościoła na szczycie Schodów Hiszpańskich, poszliśmy ulicą w kierunku wskazanym przez mapę i niestety wejścia nie znaleźliśmy. Okazało się, iż należy wejść schodami po lewej stronie kościoła Trójcy Świętej i zapytać strażnika, po zapisaniu danych z dowodu osobistego, zaprowadził nas na pierwsze piętro do kaplicy Matki Przedziwnej. Cisza, spokój, wreszcie warunki do modlitwy i refleksji. Małe pomieszczenie z ołtarzem, kilkoma krzesłami i obrazem na ścianie po prawej stronie. W pierwszej chwili skupiliśmy się na obfotografowaniu kaplicy, głównie obrazu Mater Admirabilis, później można było zatrzymać się na chwilę. 

Obraz, który co niedzielę widzę w kościele, obraz, który stał się częścią naszej wspólnoty, nagle widziany w trochę innych odcieniach, ale jakże nasz, kawałek Jerzykowa w wielkim Rzymie. 

ANIA:

W sobotę postanowiliśmy zobaczyć obraz Matki Przedziwnej. W tym celu wsiedliśmy do metra, dotarliśmy na Piazza di Spagna. U szczytu zatłoczonych Schodów Hiszpańskich ujrzeliśmy dwie wieże kościoła Trójcy Świętej na Górze. W pierwszej kolejności zajrzeliśmy do tego pięknego kościoła. Po wyjściu z kościoła przeczytaliśmy w internecie, że kaplica Matki Przedziwnej jest otwarta tylko do 15:00. W pośpiechu, zaniepokojeni zaczęliśmy biec wzdłuż muru klasztoru. Nigdzie nie mogliśmy znaleźć wejścia. Ostatecznie pomógł nam pan stojący u wejścia do Willi Medici. Okazało się, że wejście do kaplicy znajduje się u szczytu schodów, tuż obok schodów do kościoła Trójcy Świętej. 

Do środka zostaliśmy wpuszczeni po okazaniu dowodów tożsamości. Wspięliśmy się po raz kolejny po schodach. Otworzyliśmy stare drewniane drzwi. Pierwsze, co mnie uderzyło, to spokój, cisza i prostota. 

Bazylika Św Piotra przytłoczyła mnie ogromem i przepychem. W kaplicy Sykstyńskiej było tłoczno, głośno. Moja dusza miała ogromny problem, żeby w tych sławnych miejscach poczuć Boga. Tu było inaczej, czułam, że jest to święte miejsce. Moje serce doznało ukojenia, wyciszenia. Spokojnie mogłam pogrążyć się w modlitwie. Poczułam się jak w domu. 

Piękne sklepienie – błękit ze złotymi wypukłymi gwiazdami, stare lampy na łańcuchach i  Ona – Matka Przedziwna. Cudna w swej prostocie, piękna. Świat się zatrzymał, zgiełk duszy ucichł.

Ciepło na sercu mi się zrobiło, gdy mój najmłodszy, niepokorny, rozbiegany syn ukląkł cicho przy obrazie, sięgnął po przygotowane kartki i długopisy leżące pod obrazem. Cicho i w skupieniu napisał prośbę /modlitwę do Matki Przedziwnej. 

Matko opiekuj się nami.